Często w firmach, po rozpoczęciu kontroli podatkowej lub celno skarbowej, pojawiają się reakcje typu:
„Wyślemy wszystko, co mamy”
„Wszystko robimy dobrze, nie mamy nic do ukrycia”
„Niech Pani Bożenka im wyśle, co trzeba”
„Nigdy nie ukradliśmy ani złotówki. Nie mamy się czego bać”
albo
„Olejmy to – i tak nic na nas nie mają”
„Nie będziemy im tego wysyłać. Przecież oni i tak wszystko wiedzą”
„Poczekają. Nie będę tracił kliku godzin na te pierdoły”
Brzmi znajomo? Lepiej nie..
Do tego dochodzi bezrefleksyjna korekta, wysłana odruchowo, bez analizy (tak dla „świętego spokoju”) albo w poczuciu strachu bądź bezradności.. albo jeszcze gorzej: po kuszącej propozycji organu! O zgrozo!
Tylko czy ktoś powiedział Ci kiedyś, że: przy tej „niewinnej” korekcie może okazać się, że:
– problem „rozsypie się” na inne okresy rozliczeniowe,
– wpływ korekty w VAT przeniesie się na podatek dochodowy i odwrotnie,
– korekta stanie się „kulą u nogi” dla kontrahenta po drugiej stronie faktury,
– diametralnie wzrośnie ryzyko postępowania karnego skarbowego (zwłaszcza jeśli organ dzięki korekcie de facto przyznałeś się w sprawie podatkowej do zarzutu świadomego naruszenia prawa)?
Nie powiedział? To znaczy, że doradca z niego jak z „koziej …. trąbka”. Nie oszukujmy się!
Takie podejście to szybka droga do stresu, nieporozumień i poważnych konsekwencji prawnych. Pamiętaj o tym! Bo świadomość i dobre przygotowanie – zarówno prewencyjne, jak i w toku kontroli organu – opłaci się na wielu płaszczyznach. Jeśli nawet musisz poświęcić więcej czasu na starcie, warto zgasić pożar w zarodku.. ZAWSZE, BEZ WYJĄTKU..
Niemniej, jeśli masz u siebie problem, o jakim dzisiaj tu „mówię” (a w tym miesiącu trafiły do mnie już dwie takie sprawy), nie zwieszaj głowy i zawalcz o to, by jeden problem nie pociągnął za sobą kolejnych.
Możesz też ze mną porozmawiać, do czego oczywiście zachęcam 🤝




