Gdy oszustwo nie ma pokrzywdzonego, a faktury stają się „puste”

Dzisiejsza historia nie jest wyjątkiem. Jest raczej przykładem tego, jak różnie te same zdarzenia gospodarcze mogą być oceniane w postępowaniu cywilnym, karnym i podatkowym – i jak trudno przedsiębiorcy odnaleźć się w sytuacji, w której każda z tych płaszczyzn tworzy własną wersję rzeczywistości.

Przedsiębiorca prowadził działalność handlową i wszedł we współpracę z kontrahentem, który – z perspektywy rynku – wydawał się podmiotem zdolnym do realizacji dostaw, z którym przedsiębiorca współpracował już w przeszłości od kilkunastu lat.

Model współpracy był pozornie prosty. Towar miał być dostępny, możliwy do dalszej odsprzedaży, a kontrahent deklarował zarówno jego źródło, jak i kanały dystrybucji do dużych odbiorców rynkowych. W praktyce dawało to wrażenie sprawnie działającego łańcucha dostaw.

Z czasem jednak okazało się, że konstrukcja ta była oparta na założeniach, które nie miały pokrycia w rzeczywistości. Kontrahent zapewniał o istnieniu źródła zakupu towaru, którego sam nie mógł realnie nabyć. Jednocześnie deklarował możliwość jego dalszego obrotu, co doprowadziło do sytuacji, w której ten sam towar funkcjonował w wielu relacjach handlowych jako przedmiot kolejnych transakcji – mimo że gospodarczo jego przepływ był w dużej mierze „papierowy”.


Dla przedsiębiorcy konsekwencje nie były abstrakcyjne. W wyniku współpracy poniósł on wymierne straty finansowe, utracił zaufanie do kontrahenta i został wciągnięty w spór dotyczący rzeczywistego przebiegu transakcji. W pewnym momencie to on – jako podmiot, który uznał, że doszło do nieprawidłowości – zainicjował działania zmierzające do ich wyjaśnienia, w tym zawiadomienie organów ścigania o podejrzeniu popełnienia przestępstwa i korekty faktur.

Nie była to więc sytuacja biernego uczestnictwa w obrocie. Przeciwnie – przedsiębiorca próbował doprowadzić do ustalenia, co faktycznie wydarzyło się w łańcuchu dostaw, czyli doprowadzić stan faktyczny do stanu zgodnego z prawem. Czy wyszło mu to na dobre?


W postępowaniu cywilnym sąd po przeprowadzeniu postępowania dowodowego i analizie materiału sprawy uznał, że doszło do działań naruszających interes majątkowy przedsiębiorcy. Spółka jako podmiot pokrzywdzony otrzymała zasądzone odszkodowanie.


Równolegle sprawa została oceniona w ramach postępowania karnego. I tutaj pojawił się istotny zwrot interpretacyjny. Prokuratura nie dopatrzyła się znamion przestępstwa oszustwa w takim zakresie, który pozwalałby na jednoznaczne przypisanie odpowiedzialności karnej w klasycznym modelu „sprawca – pokrzywdzony”.

W uzasadnieniu zaskarżonego postanowienia o umorzeniu śledztwa przyjęto podejście, w którym nie zidentyfikowano podmiotu pokrzywdzonego w rozumieniu prawa karnego, a sama konstrukcja zdarzeń nie została uznana za spełniającą wszystkie przesłanki przestępstwa oszustwa.

Co istotne – ocena ta nie oznaczała, że zdarzenia nie miały miejsca. Oznaczała jedynie, że nie spełniają one w tej konkretnej konfiguracji ustawowych kryteriów odpowiedzialności karnej.


Najbardziej problematyczna część sprawy ujawniła się jednak na gruncie podatkowym. Organy podatkowe zakwestionowały część rozliczeń, uznając, że dokumenty mają charakter tzw. „pustych faktur”, a podatnik miał działać ze świadomością nieprawidłowości kontrahenta.

W konsekwencji przyjęto, że podatnik wystawiał faktury w złej wierze, mając świadomość, że nie dokumentują one rzeczywistych zdarzeń gospodarczych. Co istotne, w toku sprawy pojawiały się również wyjaśnienia i zeznania samego kontrahenta, który w różnych momentach przyznawał się do określonych działań o charakterze oszukańczym i opisywał mechanizm funkcjonowania obrotu towarowego.

Jednak materiał ten został oceniony odmiennie przez organy podatkowe, które nie dały mu decydującej wiarygodności.


W efekcie mamy sytuację, w której:

  • w postępowaniu cywilnym uznano, że doszło do naruszenia interesów przedsiębiorcy,
  • w postępowaniu karnym nie zidentyfikowano klasycznego modelu pokrzywdzenia,
  • w postępowaniu podatkowym przyjęto świadome uczestnictwo w obrocie „pustymi fakturami”.

Nie chodzi tu jedynie o różnice proceduralne czy odmienność standardów dowodowych. Istotą problemu jest to, że ten sam zestaw zdarzeń gospodarczych może zostać „przepisany” na trzy różne narracje prawne, z których każda prowadzi do innych konsekwencji dla uczestnika obrotu.


Czy możliwe jest jednoczesne przyjęcie, że:

  • jedna strona relacji gospodarczej dopuszcza się działań oszukańczych,
  • druga zostaje w nie wciągnięta i ponosi realną stratę,
  • a jednocześnie nie istnieje pokrzywdzony w rozumieniu prawa karnego,
  • oraz że podatnik działał ze świadomością uczestnictwa w nieprawidłowym obrocie?

Odpowiedź na to pytanie nie jest oczywista, ponieważ dotyka granicy między trzema autonomicznymi porządkami prawnymi, które ze sobą jednocześnie korelują.

Takie sprawy są trudne nie dlatego, że są jednostkowe, ale dlatego, że pokazują systemowy problem oceny tego samego stanu faktycznego przez różne organy państwa. Dla przedsiębiorcy oznacza to jedno: nawet prawomocne ustalenia w jednym postępowaniu nie gwarantują przewidywalności w innym. A to w gospodarce bywa równie istotne jak sama treść przepisów.

Sprawy podatkowa i karna są w toku, zatem pozostaje oczekiwać stosownych refleksji i orzeczeń na dalszym ich etapie. W sprawach tego typu szczególnie cenne są doświadczenia praktyków. Jeżeli masz do czynienia z podobnymi sporami, w których odpowiedzialność podatkowa wykracza poza działania samego podatnika, zachęcam do podzielenia się swoimi obserwacjami.

#VAT #oszustwo #podatki #prawo #taxfighter #JS

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry