Czy mieliście kiedyś sprawę, w której liczba wątków i potencjalnych „punktów zaczepienia” przyprawia o lekki zawrót głowy?
Taką, którą można „zamknąć” na przedawnieniu… ale równie dobrze rozmontować na procedurze wszczęcia postępowania i ponownego kontrolowania tych samych okresów.
Taką, gdzie zasada zaufania do organów została wywrócona do góry nogami.
Gdzie prawo materialne nie wytrzymuje konfrontacji z zasadą neutralności VAT. Gdzie odliczenie „na bieżąco” staje się osią sporu, mimo że podatnik nie miał żadnej możliwości działania wcześniej.
Gdzie sankcja jest nie tylko dotkliwa, ale po prostu nieproporcjonalna. A wszystko to w jednej sprawie. Decyzja wydana w pierwszej instancji, która powinna upaść tak, że będzie to słychać w całym urzędzie.. Taki case to już nie tylko spór podatkowy, lecz wielowarstwowa układanka, w której każdy element może przesądzić o wyniku.
Dla pełnomocnika procesowego to absolutny TOP, intelektualny poligon, gdzie spotykają się procedura, materialne prawo podatkowe i zasady konstytucyjne.
A gra toczy się o 39 milionów złotych.. przez co robi się jeszcze ciekawiej. Czysta esencja zawodu. 🤩💪
Stay tuned.




